.

.

Thursday, 18 March 2010

powołanie do CISZY


Myślę, że każdy z nas chciałby być kimś wyjątkowym...
Żyjąc w cywilizacji  hałasu, obrazów, pośpiechu,
może właśnie powołanie do ciszy jest czymś niezwykłym.
Przecież wszystko to, co rodzi się w przyrodzie,
najpierw wzrasta w ciszy.

Podobnie jest z relacją do Pana Boga. Wyrasta ona w środowisku, gdzie wnętrze człowieka jest otwarte na to, by słuchać.
Hm... niełatwe...

Ktoś kiedyś powiedział:
"Skup się na tym, jak jesteś oddany Bogu,
a nie na tym, jak tobie to wychodzi."


Wednesday, 17 March 2010

jak ty to wszystko wytrzymujesz?


Gdy słyszę powyższe pytanie pod swoim adresem odczuwam lekkie zakłopotanie, ponieważ trudno jest na nie odpowiedzieć jednym zdaniem.

Ponadto wiele zależy od tego, w jakiej sytuacji mam je stawiane. Inaczej je odczuwam gdy jestem silna, a inaczej gdy jestem po raz "setny" zdołowana w ciągu jednego dnia.

Dziś odpowiedź dostrzegłam w tym oryginalnym zdjęciu pt.
"The Path of Freedom" ("Ścieżka Wolności").

Rzeczywiście jest czas, kiedy wiszą nad nami czarne chmury, kiedy trzeba ograniczyć prędkość, ale tylko po to by:
UWAGA!
zatrzymać się,
popatrzeć,
posłuchać
 ...i bez żadnych ograniczeń prędkości lecieć dalej :-)

"Ten kto lata wysoko, widzi najdalej".
Ten, kto lata wysoko - ponad chmurami - zawsze widzi słońce, prawda?
:-)

Monday, 15 March 2010

kropla w rzece SŁOWA


Dzisiaj przez naszą parafię przepłynęła "rzeka" Słowa Bożego
podczas VI Maratonu Biblijnego. 


"Moją kropelką" do czytania okazało się m.in. Słowo, które w ubiegłym roku przeprowadziło mnie przez kilkumiesięczny czas
wzmożonego wysiłku.


Dziś, podczas tak niezwykłego wydarzenia, mogłam Panu Bogu podziękować tym właśnie Słowem za JEGO SŁOWO.

Pozwolę sobie zacytować to jedno szczególne zdanie, ale w przekładzie z Biblii Tysiąclecia:

Skuteczność Słowa Pańskiego
Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg
spadają z nieba
i tam nie powracają,
dopóki nie nawodnią ziemi,
nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju,
tak iż wydaje nasienie dla siewcy
i chleb dla jedzącego,
tak słowo, które wychodzi z ust moich,
nie wraca do Mnie bezowocne,
zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem,
i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa. 
                                                      (Iz 55,11-12)

DZIĘKUJĘ CI PANIE BOŻE ZA CIERPLIWOŚĆ W OCZEKIWANIU
NA OWOCE TWOJEGO SŁOWA WE MNIE ... 



Sunday, 14 March 2010

outside, ale za to bardziej INSIDE

Wydawałoby się, że uczestnictwo we Mszy Świętej, sprawowanej z konieczności poza murami kościoła w ciasnej salce, czy na schodach będzie zbyt utrudnione i rozpraszające. Nic bardziej mylnego. Trudności mobilizują. 

Nikt "na tyłach" nie ośmielił się narzekać czy rozmawiać. Każdy jakoś znalazł sobie miejsce. Nie mieliśmy szans na to, aby spoglądać na ołtarz, ale niezwykłe było to, że widzieliśmy nie tylko (tak jak to zwykle bywa) swoje plecy, ale swoje twarze: rozmodlone, rozśpiewane, a momentami nawet pogodne. Specyficzne bogactwo obecności, a może raczej OBECNOŚCI.

Dobrze nam było na wspólnej, nietypowej Uczcie Serca i serc. Czasami nie potrzeba komfortu ławek i pięknych wnętrz, aby przeżyć Eucharystię "chociaż outside, ale za to bardziej INSIDE".


Saturday, 13 March 2010

Wielkopostne „definicje oczywiste”

Możliwe, że poniższe przemyślenia są dla wielu czymś oczywistym. Postanowiłam je jednak zamieścić, gdyż swój blog traktuję jako notatnik tego, co dla mnie istotne.

  modlitwa, post, jałmużna
(zasłyszane)
W Wielkim Poście modlitwa jest mocniejsza, głębsza, bardziej rozkochana w Bogu. W samej modlitwie nie chodzi tak bardzo o słowa, gesty, techniki, ale o mnie wobec Boga. Istotą jest ogołocone pragnienie spotkania z Nim, które dopiero później przyodzieję odpowiednią szatą modlitwy.

Post jest ćwiczeniem się w wolności, w wyzwalaniu od wszystkiego co czyni nas niewolnikami.
Które skłonności wymagają postu?
Co pociąga zbyt mocno, będąc przeszkodą dla mojej wolności, ponieważ nie jestem w stanie sam z tym zerwać?
Kiedy przezwyciężamy jedną słabość, która czyniła mnie nie do końca wolnym, stajemy się silniejsi w pozostałych dziedzinach życia np. rodzinnych czy zawodowych.

W jałmużnie ważne jest dawanie. Chodzi nie tylko o dobra materialne, ale przede wszystkim by dawać siebie. Oddać swój czas, kosztuje więcej niż dać 20 złotych i ma dużo większą wartość. Mogę dać innym miłość, która pochodzi od Boga wtedy, kiedy dostrzegam w nich to co najpiękniejsze, pomimo ich wad, niedostatków, ograniczeń i ran. Darować jałmużnę to także pomóc innym osobom odkryć ich własny dar, ich charyzmat.

Po co to wszystko?
W ten sposób ćwiczymy siebie i przyzwyczajamy do dawania. Ofiarowujemy sobie wewnętrzną wolność, siłę, odwagę, ale też radość tego, że z Panem jesteśmy mocniejsi niż myśleliśmy.

Dzięki pozornie przestarzałym i w oczach świata niepopularnym metodom, stajemy się bardziej zbudowani i ukształtowani wewnętrznie. Po prostu bardziej
W O L N I  :-)))



Friday, 12 March 2010

dar pozytywnej pokuty

Niełatwo jest zdobyć się na optymizm np. podczas Drogi Krzyżowej. Rozważania ukierunkowujące myśli wytykają słabości, a mnie po głowie chodzi zasadnicze pytanie Jezusa:

Czy miłujesz (agape) Mnie więcej aniżeli ci?

Tak Panie, Ty wiesz, że Cię...kocham,
a może tylko lubię (fileo)...
Ty wiesz, że nie dorastam
...
Ty wiesz, że Cię ranię...
Ty wszystko wiesz...
 
Więc po co właściwie pytasz?

Może po to, bym sama siebie pytała i coś z tymi pytaniami robiła?
Tak Panie, potrzebuję Twoich pytań.



Zapytałam Jezusa:
Jak bardzo mnie kochasz?

Tak bardzo - odpowiedział. 
Potem rozciągnął
swoje ręce na krzyżu
i umarł.

Warto "rozciągać" serca, a post - modlitwę - jałmużnę traktować jako skuteczną, Bożą "terapię" dorastania do Jego Miłości.

Bez dyscypliny nie ma człowieka.
Bez pokuty nie ma chrześcijanina
.
Jan XXIII

Dziękuję za dar pokuty... za dar pozytywnej pokuty :-) 

Wednesday, 10 March 2010

wychodzić poza "ramy"?

Generalnie dzieje się tak, że poważna choroba kogoś bliskiego, przenosi nasze życie na nieco inną płaszczyznę. Wraz z chorym przechodzimy przez różne etapy walki z chorobą w wymiarze fizycznym, emocjonalnym i duchowym.

Przewlekła choroba trwająca np. 30 lat pociąga za sobą trwałe zmiany w funkcjonowaniu całego otoczenia. Niełatwa to sytuacja szczególnie dla kolejnych pokoleń, których życie jest rwącym potokiem w zestawieniu z zewnętrznym, pozornym bezruchem osoby cierpiącej.

Często wychodzenie poza "ramy myślenia" człowieka cierpiącego, jest zadawaniem mu kolejnego bólu,
którego przecież chcemy mu oszczędzić.
Nie zawsze jednak jest to możliwe...


Wczoraj spędziłam kolejne godziny przy łóżku bliskiej mi osoby.
Dobrze, że czasami wystarcza zwyczajna obecność,
która uspakaja i daje poczucie bezpieczeństwa:-)

Ale i tak niełatwo jest realizować słowa:
"Dobry człowiek woli sam cierpieć,
niż na cierpienia drugich patrzeć."
ks. Piotr Skarga


Sunday, 7 March 2010

lepiej nie widzieć niż nie słyszeć?

"Spróbuj zapalić maleńką świeczkę,
zamiast przeklinać ciemność."

Konfucjusz

 Mądrze powiedziane, ale co zrobić jeśli świeczka, pomimo wysiłków nie chce się zapalić, albo ciągle gaśnie, a w nas zamiast "owoców ducha", wyrasta coś, co jest ich zaprzeczeniem?
Hmm...Może trzeba przestać walczyć o światło,
tylko zaakceptować ciemność, która wcale nie jest taka zła,
ponieważ generalnie wycisza nasze emocje i niektóre zmysły,
bardziej wyostrzając słuch?


Jakiś czas temu znajomy laryngolog - audiolog powiedział mi, że głuchota jest generalnie znacznie cięższym kalectwem niż ślepota. Przyjęłam to stwierdzenie ze zdziwieniem, będąc nie do końca przekonana co do jego słuszności.

Dziś, gdy przypomniałam sobie tamtą rozmowę dostrzegłam biblijne uzasadnienie: "Na początku było Słowo"(J1,1), a "wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa" (Rz 10, 17).

Słyszeć można pomimo ciemności,
a na zapalenie światła przyjdzie czas...
I HOPE.

I jeszcze słowo nawiązania do dziejów narodu wybranego,
który po latach ciemności w niewoli babilońskiej,
mógł powrócić do Ziemi Obiecanej.
Niestety, do Jerozolimy - do światła, powróciło tylko ok.
60 tys. Izraelitów. Pomimo nieposłuszeństwa,
Bóg zatroszczył się o ich losy i w "Księdze Estery"
przedstawia Historię Miłosną Swojej Opatrzności,
chroniąc przed zagładą swój lud i... wszystkich nas :-)

Thursday, 4 March 2010

Time to wrap things up


Czasami dzieją się takie sprawy w życiu, które chciałoby się zakończyć happy endem (tak jak w serialu "Monk"), ale niestety nie zawsze jest to możliwe.

Czyli CZAS ZAKOŃCZYĆ sprawy w myślach i w sercu, by w pokorze zrozumieć, że pewnych uwarunkowań nie da się "przeskoczyć".
Gdzieś w uszach brzmi Hiobowe:"Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy?"

Jak powiada Phil Bosmans: "Po każdym dniu trzeba postawić kropkę, odwrócić kartkę i zaczynać na nowo", a kolejnego dnia nie zaczynać od rozpamiętywania wczorajszych zmartwień
i... kropka .

Nie cierpię być nieszczęśliwą, bo wtedy czuję, że żadnego innego człowieka nie jestem w stanie uszczęśliwić, a drobne problemy urastają do rangi wielkich...eech
PS
Tę notkę piszę przede wszystkim, by "pouczyć" siebie.

Monday, 1 March 2010

współczesna "pasja" wyreżyserowana przez... m.in. postkatolików



Kilka lat temu obejrzenie "Pasji" Mela Gibsona było dla mnie na tyle wstrząsającym przeżyciem, że sceny z tego filmu pojawiały się przed moimi oczyma na przykład podczas nabożeństw pasyjnych...

Ostatnio miałam możliwość "zobaczyć pasję" nie w wersji filmowej, lecz werbalnej. Muszę powiedzieć, że otrząsnąć się nie mogę...
Głos wołający o klarowność i miłość w Kościele niesamowicie rozwścieczył Jego przeciwników - w większości ludzi ochrzczonych.
Nie zdawałam sobie sprawy z rozmiarów wrogości, jaką budzi Kościół, tak jak niegdyś nie zdawałam sobie sprawy z rozmiarów cierpień, jakich doświadczył nasz Pan.

Jedna i druga "pasja" nasuwa podobne odczucia:
ogrom cierpień, ogrom cierpień, ogrom cierpień...
- Jaki sens?
- Jeden:
Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia. (1 Kor 1,18)