Ten pracująco-świąteczno-weekendowy tydzień okazał się
bogaty w różne sygnały, które utworzyły we mnie swego rodzaju
duchową sinusoidę. Ach gdzie jest "constans"?
Nie zamierzam jednak pisać o "dołowaniach",
z wyjątkiem może jednego: Po 6 latach formacji - przysłuchując
się niektórym wypowiedziom - ręce mogą opaść aż na podłogę.
Co gorsza zamiast odpowiedzi z naszej strony w większości
milczenie, tak jakbyśmy byli nieprzygotowani do obrony wiary...
(w rzeczywistości tak mnie "zamurowało",
że nie powiedziałam prawie nic). Po prostu szok!
Żal Panie Boże, żal... ale naprawimy to
w najbliższym czasie, mam nadzieję.
Najpiękniejsza myśl tego tygodnia to oczywiście słowa
prymasa Wyszyńskiego:
„Jesteś odpowiedzialny nie tylko za emocje i uczucia,
które są w tobie, ale również jesteś odpowiedzialny
za emocje i uczucia, które budzisz w drugim człowieku”,
bo miłość bez odpowiedzialności nie istnieje.
Potem kilka dni z Abrahamem w Liturgii Słowa,
któremu Pan Bóg każe spoglądać na gwiazdy na niebie,
będące zachętą do tego, aby trzymać czoło wzniesione do góry
z wdzięczności, za to że mamy tak wspaniałego Boga.
I wędrujący wśród nas Pan w znaku Eucharystii,
oczyszcza, oświeca, jednoczy przede wszystkim z Sobą.
"Przy okazji" Świętego Jana - Zachariasz,
który nie uwierzył, dlatego musiał zamilknąć.
Ktoś stwierdził, że mężczyźni ponoć nie potrafią słuchać
i z mówieniem też u nich nie najlepiej, a przecież tak wielu
z nich u schyłku swych lat "zakenami" się staje.
Z pewnością sporo musi się Pan Bóg nad nimi napracować
(i nad nami kobietami oczywiście też...)
I tu nasuwa mi się kolejna zasłyszana myśl:
"Cierpienie bywa ceną, jaką płaci się za rozwój".
Zachariasz musiał mieć odebraną mowę,
aby zaczął mówić głosem Pana Boga.
Panie, cóż zechcesz mi odebrać,
abym zechciała mówić Twoim głosem?