.

.

Tuesday, 29 October 2013

gospel pumpkin

Reakcje na mój poprzedni wpis przekonały mnie, 
że warto przywrócić dyni pozytywną wartość. 
Faktycznie jest to urodziwe i smaczne warzywo. 
Uprawiam je co roku na działce. 

Kilka lat temu jeden z pędów płożących się zwykle po ziemi, 
wykazał się niebywałą fantazją i za pomocą wąsów czepnych, 
wspiął się na płot na wysokość ok 1 metra. 
Patrzałam na to zjawisko z lekkim przymrużeniem oka, 
ale kilka dni później okazało się, 
że na jego końcu pojawiła się śliczna, żółta, gładka jagoda, 
która chyba chciała wzrastać bliżej nieba. 
Ściągnięcie łodygi na ziemię było równoznaczne z jej połamaniem.
 Pozostawienie – oznaczało, że rosnąca szybko dynia 
spadnie pod swym ciężarem i efekt będzie równie żałosny. 

Mój tato – troskliwy ogrodnik – widząc trudne położenie dyni,
 zbudował dla niej półkę. 
Wywoływało to zaciekawienie sąsiadów, 
którzy z radością kibicowali dyni alpinistce.

 I tak wyrosła urodziwa dynia będąca owocem nierozważnego pędu, 
który pomimo wysokości, pokonując grawitację, 
dzielnie dostarczał jej wodę i potrzebne składniki odżywcze.

Czasami jesteśmy wybujałymi pędami 
pozbawionymi instynktu samozachowawczego. 
Dobrze, że nasz Stwórca – troskliwy Ogrodnik – potrafi zadbać o te, 
które owocują, a przyciąć te, które okazują się bezużytecznymi.

Ot prawdziwa historia z gatunku Gospel Pumpkin ;-)
 
   Jesienią ugotowałam z dyni pyszną zupę
według receptury śp. babci Pelagii.
 Dziś trochę żałuję, że jej nie "ochrzciłam"
 tworząc z niej lampion ze znakiem krzyża. 


Monday, 28 October 2013

przesada?


Wczoraj padła fantastyczna propozycja, 
aby w ramach akcji HolyWin,
 zmienić na facebooku własne zdjęcie profilowe
 i zamieścić swojego świętego. 

Stopniowo zaczęły pojawiać się oblicza świętych 
tworząc specyficzny poczet naszych orędowników. 
Okazało się to swoistym antidotum na zbliżający się szał złych mocy 
w związku z Halloween.


Dzisiejszy ranek w pracy sprowadził mnie jednak na ziemię, 
za sprawą dyskusji o tym, 
gdzie można nabyć dynie odpowiedniego kształtu. 
Gdy nieco zniesmaczona zapytałam 
(zdawałoby się całkiem nabożne niewiasty) 
o to czy świętują Halloween, usłyszałam, że nie, 
że to tylko tak dla ozdoby.

Rzeczywiście takie niby nic, a oddające pokłon Złemu.

Wolę, żyć w otoczeniu pięknych Twarzy, 
a nie dyniowych potworów, które przypominają historię Jacka, 
który jak powiada legenda nie mógł wejść do nieba 
z powodu swych win. 
Nie mógł też znaleźć się w piekle, bo za życia kpił sobie z diabła
Błąkał się więc po świecie z latarnią aż do dnia Sądu Ostatecznego. 

Mam wrażenie, że wielu z nas kpi sobie z diabła uważając, 

że nie istnieje.

Przesadzam?


Wednesday, 18 September 2013

motyle (2)


Wchodzę do hospicjum. 
Trwa przygotowanie do Eucharystii. 
Jej głównymi uczestnikami są ci, 
których życie przeobraża się w kolejne stadium – wierzę, że w motyla. 

Rozpoczyna się Msza. Płynie Słowo o Bożej Miłości, 
której wielkość a zarazem delikatność można doskonale odczuć. 

Potem modlitwy o siłę i wytrwanie i wreszcie Komunia, 
podczas której cieńsza niż zwykle Hostia, 
delikatna jak skrzydła motyla rozpływa się we mnie. 
Przejmujące odczucie, kiedy to Ciało Pana wnika we mnie i przenika 
niczym muśniecie.


Panie, przechodząc przez kolejne etapy życia tu na ziemi
  niczym gąsienica czy poczwarka
chcę dążyć do tego, by być Twoim motylem w Niebie.

Monday, 9 September 2013

motyle (1)


Myśląc o hospicjum, cofam się do początku lat osiemdziesiątych
 kiedy to w Poznaniu rodził się ruch hospicyjny. 
Uczono nas jak opiekować się pacjentem 
w terminalnym stadium choroby nowotworowej, 
jak dotykać zarówno jego ciała jak i duszy. 

Symbolem hospicjum był m.in. motyl, 
który w swej delikatności i ulotności 
pokazywał jaką metamorfozę przechodzi człowiek 
zarówno w swoim życiu fizycznym jak i duchowym. 


Podczas jednych z warsztatów wystąpiła Anna – wolontariuszka. 
Była to kobieta niezwykła nie tylko dlatego, 
że miała na sobie bluzkę z wielkim kolorowym motylem. 
Opowiadała nam jak odchodził jej mąż. 
W ostatnim stadium choroby nowotworowej, 
zapadał na kilka dni w śpiączkę wątrobową, 
a gdy się wybudzał bardzo cierpiał. 
W pewnym momencie małżonkowie razem z zespołem lekarzy,
 zaczęli myśleć o tym, aby zrezygnować z tzw. uporczywej terapii 
i pozwolić mu spokojnie umrzeć. 
Gdy kolejnym wybudzeniom, 
towarzyszył coraz trudniejszy do zniesienia ból, 
wspólnie zdecydowali się na rozstanie.   

Kiedy zapadł w śpiączkę odłączono aparaturę,
 a Anna odprowadziła go do bram Nieba,
 pomimo, że po ludzku pociągało to za sobą bolesną rozłąkę.

 Minęło sporo czasu. 
Wierzę, że Anna jest już w Niebie, 
a u Jego bram czekał na nią ukochany mąż.

bukłaki


Zeszłotygodniowa kolekta:
zaszczep w naszych sercach miłość ku Tobie (…)
umocnij w nas wszystko, co dobre,
i troskliwie strzeż tego, co umocniłeś

jakoś tak mocno przemawia do serca,
w kontekście potłuczonych dzbanów,
starych i nowych bukłaków.



Nasze spękane dusze,
jak przeorane życiem

 i pomarszczone czasem stare bukłaki,
tylko w Bożych rękach odzyskują swą młodość i użyteczność.
Jak dobrze :-)