.

.

Tuesday, 2 October 2012

JEDNO

Od ostatniego dnia skupienia, 
ilekroć spoglądam na Pana Jezusa w monstrancji, 
fizycznie brakuje mi jednego "elementu". 
W czasie sobotniej adoracji przez pewien czas,
na ołtarzu 
była płasko położona mała biblia w taki sposób, 
że tworzyła ona jakby nierozerwaną część monstrancji - jej podstawę.

W innych zestawieniach wydawało mi się, że Ciało wyrasta ze Słowa.
Teraz jakby dobitniej dotarło do mnie, że Słowo jest Ciałem. 

Niestety nie zrobiłam zdjęcia, ale poniżej zamieszczam 
dość nieudolne zestawienie tych dwóch "sfer"
stanowiących 
jedno SACRUM.
 Niby nic nowego, jakby powrót do początków, że
 WIARA rodzi się ze słuchania,



ale nasuwają mi się następujące wnioski:
 to co widzimy, zależy w głównej mierze od tego,
 co chcemy zobaczyć...
 to co słyszymy, zależy w głównej mierze od tego, 
co chcemy usłyszeć... 
 to w kogo wierzymy, zależy w głównej mierze od tego,
 w KOGO chcemy uwierzyć.

Wielkim darem wolności jesteśmy obdarowani. 
Oby jego konsekwencją była JEDNOŚĆ.

Saturday, 29 September 2012

dusza uśmiechnięta :-)

Dzień skupienia przygotowujący do Roku Wiary,
okazał się dla mnie czasem niezwykle przyjaznym. 
Wygłodniała dusza chłonęła jak gąbka. 
Padło wiele słów pokrzepiających, ukierunkowujących. 

Myśli, które gdzieś głęboko zapadły to: 
Wiara pozwala w środku duszy być spokojnym, 
pomimo zewnętrznych nawałnic,
 a wszystko to, co wystawia ją na próbę rodzi wytrwałość, 
bo do kogóż pójdziemy?
Wiara jest dziełem Boga. Może we mnie zaistnieć,
 jeśli odpowiem na nią z miłością.
Jeśli twoja wiara została przez innych oceniona, to się ciesz ;-)
Oj będzie co robić w nadchodzącym czasie...

Budujące było dla mnie także spotkanie w grupach, 
kiedy to w naturalny sposób wypowiadaliśmy się 
na różne tematy związane z wiarą. 
Ostatnia refleksja (60 minut dyskusji upłynęło błyskawicznie) 
dotyczyła wartości chrześcijańskiej radości.  
Przytaczając słowa Ojca Świętego z "Porta Fidei" 
obiecałam zadedykować ten post 
- wszystkim uczestnikom "grupy B" -
z roześmianym Panem Jezusem. 

Wiara bowiem rośnie
gdy jest przeżywana jako doświadczenie doznawanej miłości 
i kiedy jest przekazywana jako doświadczenie łaski i radości. 
                                                                                                                 (Benedykt XVI)


Życzmy więc sobie wiary, 
której owocem jest dusza uśmiechnięta :-)))

D Z I Ę K U J Ę

Saturday, 15 September 2012

kropka

Trudno mi było tego roku "podejść z życiem" 
do święta Podwyższenia Krzyża… 

W końcu zwróciłam uwagę na to jak wiele skrajnych emocji 
zawartych jest w Liturgii Słowa:
Gdy Izraelici stracili cierpliwość, szemrali przeciw Panu,
oszukiwali Go swymi ustami, ich serca były niewierne,
a w przymierzu nie byli stali.

Kąsani przez węże o jadzie palącym
przypomnieli sobie, że Bóg jest ich opoką
i nawróceni garnęli się do Boga.

On jednak będąc miłosierny, 
odpuszczał im winę i nie zatracał,
gniew swój często powściągał
i powstrzymywał swoje wzburzenie.

Do ocalenia potrzebny był zdawałoby się niezwykle znikomy gest.
Było to spojrzenie, ale Z WIARĄ, które dawało Bogu możliwość działania. 

Jak z wiarą spoglądać na KRZYŻ w wymiarze 3D
 i nie stawiać znaku zapytania tam, 
gdzie Pan Bóg już dawno umieścił kropkę 
i przypieczętował Swoją Krwią Miłości?
    .

Thursday, 13 September 2012

puk puk - tu dusza

W ostatnich miesiącach bywało tak, 
że strach przed codziennością był tak wielki, że paraliżował poranki. 
Jedynym skutecznym sposobem na jego zagłuszenie,
 było sięganie po Słowo Boże na dany dzień. 
Efekt był różny, ale pozwolił jakoś przetrwać.

Dziś z perspektywy czasu zgodzę się ze stwierdzeniem, że
złe nastawienie jest jak przebita opona - nie ruszysz dopóki jej nie zmienisz.


 W rzeczywistości to Jezus bierze na siebie 
dziury naszych niesprawiedliwości, 
a w zamian daje siłę 
do cierpliwego znoszenia słabości drugiego człowieka. 

Czy trzeba nam czegoś więcej?

Albo "laczek" albo jazda ;-)


Thursday, 6 September 2012

jak drabina

Nastąpił rozruch pełen energii i siły ducha, 
ale i znaków zapytania jest jakby więcej 
niż to zwykle bywało o tym czasie. 

Wśród wielu słów, najdobitniej dotarły do mnie te Jakubowe 
z pierwszej niedzieli września:

Każde dobro, jakie otrzymujemy, 
i wszelki dar doskonały zstępują z góry, od Ojca świateł (...) 
A przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo,
 które ma moc zbawić dusze wasze.

 Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, 
a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie.

Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca 
wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach 
i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata.

Myślę, że jest Ono doskonałym wprowadzeniem w Rok Wiary, 
który już tuż tuż :-)

Bo wiara jako dar doskonały, nie jest żadną naszą zasługą 
lecz "zstępuje od Ojca Świateł".

Pierwotnie jest Słowem, które nadaje sens naszym czynom. 
W przeciwnym razie jesteśmy „słuchaczami oszukującymi samych siebie”.

Wiara czysta to Bóg Ojciec na pierwszym planie w człowieku potrzebującym
 i dbałość o zachowanie swojego sanktuarium 
„nieskalanym od wpływów świata”.

WIARA jest jak drabina...

...nie sposób się po niej wspiąć,
 trzymajac ręce w kieszeniach.

Monday, 27 August 2012

Monikowo Augustynowo

W tych szczególnych dniach wspominania matki i jej syna, 
zacytuję (przede wszystkim sobie) kilka zdań z pism św. Augustyna: 

Przemawiała ona «mową» dobrych czynów, 
taktem, spokojem, życzliwością i miłością.

Kochajcie ludzi, a walczcie z błędem.

Dla prawdy staczajcie walki bez pychy i gwałtowności.

Módlcie się za tych, których chcecie zdobyć i przekonać.

Ten człowiek, który nas oszczędza, 
nie zawsze jest naszym przyjacielem,
podobnie jak ten, co nas karci,
nie jest dlatego naszym wrogiem.


Rany zadane przez przyjaciela lepsze są bowiem niż pocałunki wroga, 
a surowa miłość więcej jest warta od oszukańczej pobłażliwości.

Człowieka oceniać należy nie według tego, co wie, 
lecz według tego, co kocha.

Podsumowując już nie słowami św. Augustyna, można powiedzieć:


Sunday, 26 August 2012

moc słabości

Od kilku tygodni chodzą za mną dość oczywiste, 
ale ważne myśli dotyczące słabości,
 którą w sposób zdecydowany odróżnić trzeba od grzechu. 

Nawiązując do Pawłowego wołania:
Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, 
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. 
Moc bowiem w słabości się doskonali». 
Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, 
aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. (2 Kor 12, 8-9)
Trudno oprzeć się wrażeniu, że Pan Bóg wybiera 
na swoich współpracowników słabe narzędzia po to, 
by w miejsce słabości zamieszkała w nich Jego Moc.
Im mniej w nas samych naszych sił, 
tym więcej pozostaje miejsca dla Jezusa. 

W tym momencie jak "mantra" przychodzi mi na myśl modlitwa, 
o której piasałam niedawno: 
Oczyszczaj Panie postem naczynie mego serca, 
aby stawało się godnym dla Ciebie mieszkaniem.

Wracając do wątku mocy w słabości, Pan Jezus w ziemskim wymiarze 
stał się "słabym i ograniczonym" do tego stopnia, 
że tam gdzie serca ludzi przepełnione były ich mocą 
– nie mógł zdziałać żadnego cudu. 
Podobnie dzieje się w naszym życiu, 
gdy przelewa się ego w nas,
lub co gorsza w ludziach, od których jesteśmy zależni...

Panie Jezu, Ty widzisz naszą upartość w pragnieniach. 
Przemieniaj w MOC te, które są zgodne z Twoją wolą. 
Oczyszczaj z tych, które mimo pozornej siły, blokują Twój dostęp do nas.

Maryjo zaglądająca dziś do stągwi naszych serc
– co w nich znajdujesz?
Ty, która byłaś pełna słabości (w wymiarze otwartości) 
użycz nam wrażliwości Twoich uszu, 
spojrzenia Twoich oczu
i mowy Twoich myśli 
Amen.

Wednesday, 15 August 2012

W Niebo wzięcie - czyli ekwipunek na drogę

Mam wrażenie, że Słowo, które do mnie jakoś szczególnie docierało 
w ciągu ostatnich dni przygotowywało do dzisiejszego święta.
Najpierw „niedzielna Eliaszowa załamka”: 
"Wielki już czas, o Panie! Odbierz mi życie,
bo nie jestem lepszy od moich przodków". 
W odpowiedzi słyszy:
„Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga”.

Potem w wigilię Wniebowzięcia z Księgi Ezechiela:
 „Ty więc, synu człowieczy, słuchaj tego, co ci powiem. 
Nie opieraj się, jak ten lud zbuntowany. 
Otwórz usta swoje i zjedz, co ci podam” (…) 
Był to zwój księgi (…) zapisany z jednej i drugiej strony, 
a opisane w nim były narzekania, wzdychania i biadania. (…) 
Zjadłem go, a w ustach moich był słodki jak miód.
Zwój, który był pełen problemów i trosk, okazał się słodkim. 
Można go bez trudu skojarzyć z jarzmem, 
które niesione z Jezusem staje się słodkie, a brzemię lekkie. 

Jak tu nie łączyć tego faktu z życiem Maryi, 
która pokazała jak przyjmować i wypełniać trudne Słowo tak,  
aby stawało się Ono "biletem do Nieba".

Dziś, gdy ziemia rozkwita zapachem ziół i słodyczą nektaru kwiatów,
 wspominamy Jej w-Niebo-wzięcie,
 mając nadzieję na nasz owocny finał w perspektywie wieczności. 

Spoglądając na bujne łąki i ogrody,
 moje dalsze skojarzenie biegnie do Pieśni nad Pieśniami, 
gdzie Miłość Oblubieńcza wyrażona jest także w smakach i zapachach. 
Oblubienica - choć śniada - kochana jest cierpliwą miłością Oblubieńca. 



Trudno powiedzieć czym oczarowała Jego serce, 
ale ciągle ma szansę dążyć do bram Nieba. 
Chociaż odważnie wyznaje: Mój miły jest mój, a ja jestem Jego 
to myślę, że te Słowa w pełni może wypowiedzieć tylko Maryja.

Dziękuję za mobilizację i natchnienie tym, 
którzy przebywając w przededniu Wniebowzięcia
 w nieco innym kręgu kulturowym,
 jedli słodki chlebek, figi i winogrona. 


Friday, 10 August 2012

"cast away" na jakiś czas

Od czasu filmu „Poza światem” („Cast away”),
 wakacyjne wypady zaczęłam nazywać:„cast away na jakiś czas”
 i traktować je jako totalne odcięcie od pędu i trosk codzienności.

Skojarzenie urlopu z 4 letnim pobytem bohatera filmu na bezludnej wyspie, 
nie jest wcale przypadkowe. 
Warto podkreślić, że gdy w końcu rozbitek wraca do cywilizacji,
 jest on zupełnie odmieniony, 
a utrata wszystkiego co kiedyś uważał za ważne,
 jest dla niego najlepszą rzeczą jaka mogła mu się w życiu przytrafić. 

W tym roku kilka dni beztroski, relaksu i funkcjonowania 
na nieco rozleniwionych obrotach dało dystans i pokój na tyle, 
że poczułam, że odpoczywam całą sobą. 


Ceniąc sobie ten stan (a może raczej błogostan) 
zaczęłam się zastanawiać nad tym, 
czy możliwe jest w ciągu roku wyrwanie się na dzień lub dwa po to,
 by choć na krótko pozwolić POKOJOWI zamieszkać w sobie 
i wrócić w codzienność odmienioną.

Z rozmów, które przeprowadziłam wynikało, 
że jest to chyba raczej niemożliwe. 

Jednak w swej przewrotności mam ochotę z tym się nie zgodzić.
 Odpoczynek to specyficzny trud, 
który podjąć warto i którego uczyć się warto,
mimo wszystko...

Thursday, 2 August 2012

oczyszczaj Panie POSTEM

Zwykle rok duszpasterski kończy się wraz z nastaniem wakacji szkolnych. 
Tym razem owo zakończenie przesunęło się w czasie o prawie miesiąc, 
a wszystko to za sprawą Jedenastkowej Kany na Jasnej Górze 
oraz zwyczajnych, a zarazem niezwyczajnych codziennych Eucharystii 
i spontanicznych spotkań. 

Ładunek Słowa tych dni i mijającego roku jest tak wielki, 
że nie sposób objąć go myślą. 
Jest nadzieja, że zasiane - zaowocuje.

Pozostała we mnie jednak jedna myśl na tyle mocno, 
że przypominam ją sobie podczas każdej Eucharystii
 podczas Przeistoczenia.



Usłyszałam ją podczas homilii o wartości i głębi postu, 
który nazwany został czasem osamotnienia, 
bycia z samym sobą,
 Abrahamowym -> Jezusowym  wspinaniem się na Górę Moria -> Kalwarię. 
Czasem oczyszczania się od wewnątrz po to,
 aby przyjąć Boże plany, 
a nie zagłuszać siebie tym, co łatwe czy grzeszne. 
Tylko oczyszczone wnętrze 
może być napełnione Bożą Miłością. 

Stąd moja modlitwa:
Oczyszczaj Panie POSTEM naczynie mego serca, 
aby stawało się godnym dla Ciebie mieszkaniem.
 jest w swym pragnieniu na tyle mocna, 
że obok Tomaszowego: "Pan mój i Bóg mój", 
Magdalenowego: "Mario... Rabbuni...." 
skutecznie oddala rozproszenia 
w tym momencie Eucharystii.